Wyjazd na stypendium do Hildesheim w Niemczech
stał się punktem przełomowym dla mojej twórczości i jej tematyki.
Dlaczego? W Polsce studiowałam Malarstwo, zagranicą Grafikę. Jednocześnie zaliczałam przedmioty w obu krajach. Niestety lub na moje szczęście, nie było przedmiotu “Malarstwa” w Fachhochschule. Wobec czego wymysliłam sobie, że będę malować po zajęciach, a jako temat obrazów obrałam sobie ludzi i ich twarze.
Musisz wiedzieć, że Polska, w tamtym momencie, była bardzo hermetyczna, a tutaj świat był fascynujący, wielokulturowy. Pełen odmiennych kształtów, kolorytu, innej tradycji, różnych zachowań. Ta “innośc” objawiała się w każdym aspekcie, począwszy od wyglądu, a skończywszy na jedzeniu.
Malowałam z żywego modela, więc było to malarstwo bardzo intuicyjne, ekspresyjne. W ciągu krótkiego czasu próbowałam ująć w dwóch wymiarach esencję człowieka. Zapadałam w pewien rodzaj twórczego transu i dziwiłam się pózniejszym efektom. Wielokrotnie potem słyszałam o podobieństwie do twórczości Witkacego, co nie było zamierzone, ale wynikło zapewne z powodu podobnej ekspresji i pewnego rodzaju zamiłowania do deformacji.